Messerschmitt Bf-109
 
 

Historia renowacji niemieckiego myśliwca typu Messerschmitt Bf-109 G6

Przez pięćdziesiąt pięć lat jezioro Trzebuń (woj. zachodniopomorskie) kryło na swoim dnie wrak niemieckiego myśliwca typu Messerschmitt  Bf-109 G6. Samolot, który znalazł się tam zaledwie 18 dni po opuszczeniu fabryki, przeżywa dzieki Fundacji Polskie Orły „drugą młodość”.

11 maja 1944 roku wytwórnię Messerschmitt Werke w Regensburgu opuszcza Messerschmitt Bf 109 G6 nr 163306 z silnikiem Daimler-Benz DB 605 A-1 TP. Maszynę otrzymuje jednostka operacyjna treningu myśliwskiego Jagdgruppe West z bazą przy granicy francusko -hiszpańskiej. Kilka dni później baza zostaje przeniesiona w okolice Kalisza Pomorskiego (teren obecnego poligonu drawskiego). Samolot lata z numerem taktycznym 3 i kodem radiowym RQ + DS.

Feralnego 28 maja 1944 roku za sterami myśliwca zasiadł młody, zaledwie dwudziestoczteroletni sierżant Ernst Pleines. Ernst, powołany do służby w Luftwaffe w listopadzie 1938 roku, miał właśnie odbyć loty treningowe z lądowiska w Jaworze. Z listu kapitana Hansa Boscha, dowódcy eskadry do ojca Ernsta: „Wczoraj przed południem, 28.5. 1944 roku Pański syn Ernst wykonywał ćwiczebne starty i lądowania na myśliwcu Me 109. Podczas jednego ze startów, o godz. 8.31, z powodu jakiegoś nieszczęśliwego błędu, krótko po tarcie samolot skręcił w lewo o 90º (...) sierżant Ernst Pleines latał zawsze bardzo dobrze. On jak i wszyscy uczniowie, byli szkoleni stale i dokładnie. Musiał jednak błędnie posłużyć się sterem.” Aby ratować siebie i maszynę pilot postanowił wodować na pobliskim jeziorze Trzebuń. Jego ciało, wydobyte po dwóch dniach z jeziora, pochowano we wsi Jaworze (wtedy Gabbert) Kapitan pisał o błędzie pilota, natomiast istnieje również teoria o sabotażu, na który wskazywałyby rozkręcone śruby w silniku. Niezależnie od przyczyny wypadku wrak samolotu miał czekać na wydobycie jeszcze 55 lat.

Założona w 1997 roku Fundacja „Polskie Orły” za jeden głównych celów stawia sobie popularyzację lotnictwa. Od początku naszej działalności za punkt honoru postawiliśmy sobie znalezienie i restaurację jakieś polskiej konstrukcji. W zabiegach tych dotarliśmy także do grona poszukiwaczy. Spływały do nas sygnały o bardzo wielu różnych znaleziskach. Pojawiały się takie nazwy jak Łoś, Karaś i PZL 11C, słynny polski myśliwiec – najczęściej jednak były to sygnały fałszywe. Traf chciał, że prawdziwa okazała się informacja o myśliwcu, niemieckim – Messerschmittcie. Było to na tyle sensacyjne znalezisko, że po uzyskaniu wszelkich zezwoleń, zdecydowano się na podniesienie wraku z dna jeziora.

Do współpracy w eksploracji znaleziska zaproszono Gdański Klub Płetwonurków "Rekin". To jego przewodniczący, doświadczony nurek Jerzy Janczukowicz, po wstępnych oględzinach stwierdził, że samolot leżący w jeziorze Trzebuń to rzeczywiście Messerschmitt w naprawdę w dobrym stanie. Jerzy Janczukowicz: "Technika wydobycia jest stosunkowo prosta: chodziło o jakiekolwiek naczynia, które po napompowaniu powietrzem uzyskały taką siłę nośną, że poszczególne elementy tego samolotu wyciągnęły do góry. Upadek do wody spowodował, że samolot przełamał się w dwóch miejscach – jednym standardowym, w którym wszystkie spadające Me-109 przełamywały się tzn. tuż za tylną częścią kabiny pilota. Ciężar silnika uderzającego o wodę przy prędkości 150-180 km/h spowodował wyłamanie się ram mocujących silnik i to było drugie miejsce pęknięcia. W wyniku uderzenia część drobnych elementów została odrzucona na pewną odległość. Tych detali szukaliśmy podczas następnych dwóch wypraw poszukiwawczych."

Wszystkie elementy zostały przewiezione na lotnisko w Góraszce, gdzie dwóch mechaników: - Zbigniew Korneluk i Marek Głusiec  - rozpoczęło pracę nad rekonstrukcją samolotu. Później dołączył do nich Henryk Wicki. Prezes Fundacji Polskie Orły Zbigniew Niemczycki mówił o nich, że mają "nie złote a brylantowe ręce". To w dużej mierze ich zaangażowaniu przypisuje się końcowy efekt restauracji myśliwca. Nieżyjący już Zbigniew Korneluk opisywał pracę nad restauracją myśliwca, jako żmudną, ale dającą ogromną satysfakcję: "Części samolotu, pomijając ich ogromną wartość historyczną, przedstawiały się dosyć żałośnie. Jak na ponad pięćdziesięcioletni pobyt na dnie jeziora były bardzo dobrze zachowane ale konieczne było ich oczyszczenie i zabezpieczenie przed błyskawicznym w tym przypadku działaniem rdzy, dalej posortowanie i zewidencjonowanie. Brakujące fragmenty dorabialiśmy sami lub zamawialiśmy w zaprzyjaźnionym podlubelskim warsztacie. Maski silnika były niekompletne, łopaty śmigła pod wpływem uderzenia o powierzchnię wody podczas katastrofy wykrzywiły się pod kątem 45º. Ze względu na brak planów, najwięcej pracy wymagała odbudowa kabiny pilota i rekonstrukcja złamanego skrzydła."

Niespodzianką dla wszystkich, którzy mieli do czynienia z tym samolotem było uzbrojenie, sprawne po ponad pięćdziesięcioletnim leżakowaniu na dnie jeziora: 2 karabiny maszynowe kalibru 13.1 mm i działko pokładowe 20 mm. Także lampka w celowniku po podłączeniu jej do akumulatora zaświeciła się!

Oryginalne fragmenty stanowią prawie 80% samolotu co sprawia, że ten egzemplarz jest jednym z najbardziej oryginalnych Me-109 na świecie, a na pewno najbardziej oryginalnym egzemplarzem w Polsce. Dlatego też nigdy nie będzie latał, wymagałoby to wymienienia zbyt dużej ilości elementów na nowe.

Fachową pomoc przy odbudowie myśliwca w postaci części, rysunków, schematów i narzędzi, Fundacja otrzymała od niemieckiej Fundacji Messerschmitta i firmy EADS.


Prace nad samolotem Messerschmitt Bf109 rozpoczęto w 1934 roku, a jego konstruktorami byli Willy Messerschmitt i Walter Retchel, którzy stanęli do konkursu na jednopłatowy myśliwiec, mający zastąpić przestarzałe dwupłatowce Heinkel He 51 oraz Arado Ar 68. Wybrany przez Ministerstwo Lotnictwa Rzeszy stał się najsłynniejszym myśliwcem Luftwaffe. W latach 1936 – 1945 zbudowano niemal 35 tysięcy samolotów tego typu, żaden inny myśliwiec w historii światowego lotnictwa nie był produkowany na tak masowa skalę. Licencyjne Bf 109 powstawały na terenie III Rzeszy ale także w Szwajcarii, Rumunii i na Węgrzech.


 



Samolot po wydobyciu z jeziora, fot. arch.

Jeszcze pod wodą - masa wyważeniowa lotki, fot. arch.

Lufa karabinu, fot. arch.


Stan maszyny po wydobyciu z jeziora, fot. arch.


Ocalałe przyrządy pokładowe, fot. arch


Zawartość apteczki, fot. P. Buchman


Elementy awioniki po oczyszczeniu, fot. P. Buchman


W toku prac, fot. arch.


Zbigniew Korneluk w trakcie renowacji, fot. arch.


Przed malowaniem, fot. arch.


Efekt końcowy rekostrukcji, fot. arch.


Pierwszy występ publiczny, fot. arch.

fot. Z. Kubicz

fot. K. Tracz


fot. P. Arnold
 
 

Zbiórka funduszy
 
We współpracy z 36. Specjalnym Pułkiem Lotnictwa Transportowego prowadzimy zbiórkę funduszy, mającą na celu wsparcie finansowe Dzieci Pilotów, którzy zginęli w katastrofie samolotu TU-154.


 

Renowacja samolotów typu Lim-2
 
Dnia 26 maja 2010 roku w Dęblinie odbyły się pierwsze loty próbne odrzutowca SB Lim-2. Akcja zakończyła się pełnym sukcesem!


Tym samym spełniło się marzenie wielu pasjonatów lotnictwa. Po kilkunastu latach nieobecności znów można zobaczyć tę wspaniałą maszynę w akcji. Prace rekonstrukcyjne trwały nieprzerwanie przez trzy lata, w końcu jednak polska wersja samolotu MiG-15 wzbiła się w niebo przy akompaniamencie ogromnego huku. Polska publiczność mogła podziwiać na własne oczy efekt końcowy prac rekonstrukcyjnych podczas XV jubileuszowego Pikniku Lotniczego w Góraszce.
Jak to się zaczęło

Dwie maszyny typu Lim-2 zasiliły zbiory Muzeum Lotniczego Fundacji „Polskie Orły” w 2000 roku. Samoloty te produkowano w naszym kraju w latach 50., na licencji radzieckiego MiG’a-15. Limy były wówczas jednymi z pierwszych myśliwców odrzutowych w Polskich Siłach Powietrznych. Szybko stały się też podstawowym wyposażeniem rodzimego lotnictwa wojskowego, wydatnie przyczyniając się do rozwoju ośrodków przemysłu lotniczego w Polsce. Warto też wspomnieć, że to właśnie na Limach wyszkoliły się całe pokolenia polskich pilotów i asów naszego lotnictwa. Za sterami tego odrzutowca swoje pilotażowe umiejętności doskonalił między innymi jedyny polski kosmonauta, Generał Mirosław Hermaszewski.

Maszyny wycofano ze służby na początku lat 90., a ostatni lot Lima-2 miał miejsce w 1993 roku. Niedługo po wycofaniu większość z pięciuset maszyn, wyprodukowanych w Polsce, niestety trafiła na złom. Zachowały się nieliczne egzemplarze, ale żaden z nich nie zachował właściwości lotnych.

Fundacyjne samoloty Lim-2 i SB Lim-2 trafiły do Góraszki prosto ze zbiorów łódzkiej kolekcji zabytkowych statków powietrznych, należącej do Jerzego Lewandowskiego. W 2007 roku Fundacja zdecydowała się podjąć trudne wyzwanie, jakim niewątpliwie jest doprowadzenie obydwu maszyn do stanu lotnego.

Na pierwszy ogień poszła maszyna Lim-2, wyprodukowana w 1955 roku. Ponieważ stan samolotu nie był zły, bardzo szybko udało się wyremontować silnik na tyle, aby móc go uruchomić. Dzięki temu fani lotnictwa mogli obejrzeć myśliwca na płycie lotniska w Góraszce, podczas dwunastej edycji Pikniku. Udany pokaz kołowania po pasie startowym w wykonaniu samego prezesa Fundacji, Zbigniewa Niemczyckiego, zwiastował początek prac restauracyjnych.

Latem 2007 roku na warsztat trafił o rok starszy, dwumiejscowy szkolno-bojowy odrzutowiec SB Lim-2. W trakcie procesu renowacji maszyna została całkowicie rozebrana. Zdemontowano oba skrzydła, tylną część kadłuba oraz silnik i podwozie. Z kabiny pilotów wyjęto wszystkie elementy pilotażowo-nawigacyjne, fotele wyrzucane, a także instalacje hydrauliczne, tlenowe i paliwowe. Wszystkie elementy samolotu zostały poddane przeglądowi, a kluczowe części płatowca poddano także badaniom nieniszczącym. Ponadto przeprowadzono też badania boroskopowe silnika typu Lis-2.

Prace renowacyjne i serwisowe wykonuje zgrany duet fundacyjnych mechaników – Aleksander Daniluk i Janusz Ziemba. To prawdziwi fachowcy, którzy – jak sami o sobie mówią – zęby zjedli na Limach. Dzięki ich umiejętnościom i cierpliwości, żmudny proces renowacji  samolotu SB Lim-2 dobiegł końca.


W maju 2010 roku maszyna,pilotowana przez Sławka Hetmana, bez problemów oderwała sie od pasa dęblińskiego lotniska i wykonała serię lotów próbnych. Od tej pory chwalimy się nią nie tylko w Polsce, ale również za granicą.

Mamy szczególne powody do dumy, ponieważ jest to jedyna tego typu latająca maszyna w Europie!

 
 
 Fot. P. Buchman

 
fot. W.A.F.
 
 
fot. J. Kulecki


fot. W. Hołyś


fot. A. Korotyńska

 
fot. B. Laskowski

 
fot. M. Barszcz, Aviation.net.pl


fot. G. Tuszyński
 
 
fot. P. Buchman


Proces renowacji samolotów typu Lim-2 wspierają firmy:

 
FUNDACJA BRE BANKU
www.fundacjabrebanku.pl


PKN ORLEN S.A.
www.orlen.pl

POLKOMTEL S.A.

www.polkomtel.com.pl


DRABPOL

www.drabpol.pl


MAZTECH
www.maztech.com.pl